Podlasie w walce o wolność Polski
Dodane przez cc_admin dnia Lipiec 26 2006 10:57:10
Podlasie w walce o wolność Polski

   Pięćdziesiąt cztery lata temu, 11 kwietnia 1952 r., w lesie Sokóle koło Mielnika, poległ w walce z komunistycznymi siłami bezpieczeństwa starszy sierżant Adam Ratyniec „Lampart". Wraz z nim padło kilku jego podkomendnych z patrolu partyzanckiego, wchodzącego w skład oddziałów partyzanckich kpt. Władysława Łukasiuka „Młota" i kpt. Kazimierza Kamieńskiego „Huzara" - występujących pod nazwą 6 Brygady Wileńskiej Armii Krajowej. Byli to jedni z ostatnich partyzantów niepodległościowych Podlasia, żołnierze Polski Podziemnej, walczący o wolność i suwerenność Ojczyzny.
   Ich śmierć jest jednym z wielu epizodów bohaterskiej epopei jaką stanowiła ta walka, rozpoczęta jeszcze za czasów okupacji niemieckiej.
   Podlasie ma długą, patriotyczną tradycję walki o niepodległość Polski. Pokolenia naszych przodków chwytały za broń w kolejnych powstaniach narodowych. Niedaleko od Mielnika - pod Siemiatyczami -stoczona została jedna z największych bitew powstania 1863 roku, pod równie bliskim Niemirowem walczył oddział Romana Rogińskiego idący daleko na wschód, aby podnieść sztandar powstania styczniowego na Polesiu. Po mogiłach setek i tysięcy poległych bohaterów tych powstań ślad nawet nie pozostał - poza małą kapliczką na siemiatyckim cmentarzu. Po upadku powstania styczniowego właśnie tu nad Bugiem, na Górze Zamkowej w Mielniku, carski zaborca wzniósł mauzoleum Aleksandra Newskiego, mające być świadectwem unicztożenia polskowo miatieża - stłumienia polskiego buntu - i zarazem świadectwem „wiecznego" panowania rosyjskiego nad tą ziemią. Propaganda moskiewskiego zaborcy przedstawiała polskich bohaterów narodowych powstań jako „szajki" przestępców lub co najmniej szkodliwych szaleńców. Po osiemdziesięciu latach w podobny sposób o żołnierzach Polskiego Państwa Podziemnego wyrażały się oficjalne dokumenty niemieckiego okupanta, a wkrótce potem propaganda władz komunistycznych, określając ich jako „bandytów". A przecież i ci leśni żołnierze z 1863 roku - i ci z lat 1944 - 1956 - walczyli za tę samą sprawę - za wolną Polskę.
   Gdy w roku 1918 Polska odzyskiwała niepodległość, nie było konieczności przypominania jej mieszkańcom kim byli uczestnicy powstań narodowych, na przykład kim byli ci, którzy dosłownie z gołymi rękoma szli do walki w noc styczniową 1863 roku i później przez przeszło półtora roku prowadzili zupełnie beznadziejną, straceńczą walkę z siłami imperium rosyjskiego. W roku 1918 w odradzającej się, wolnej Polsce, zdecydowana większość społeczeństwa wiedziała, że choć powstańcy styczniowi przegrali swą walkę, choć sami wyginęli, a społeczeństwu przysporzyli niewyobrażalnych wręcz cierpień i represji - są bohaterami walki o niepodległość. Wiedziano, że bez ich ofiary i ofiary ich poprzedników, Polska zapewne utraciłaby swą tożsamość i nie odrodziła się. O tym wszystkim obywatele Rzeczypospolitej w roku 1918 wiedzieli. Jeden z uczestników powojennej partyzantki, peowiak i żołnierz wojny bolszewickiej, który w konspiracji trwał od 1940 roku do chwili śmierci w roku 1951 zapisał w swych notatkach: że wolności za darmo nikt nikomu nie da. I za tę wolność zginął wraz ze swoim synem, który towarzyszył mu w partyzantce.
   Czy prawda o tym, „że wolności za darmo nikt nikomu nie da" dociera do obywateli Rzeczypospolitej w roku 2006, w przeszło piętnaście lat po upadku komunizmu i odzyskaniu przez nasz kraj suwerenności? Rozmawiając z niektórymi mieszkańcami podlaskich miejscowości możemy odnieść niemiłe wrażenie, że chyba nie do wszystkich ta prawda dotarła. Dość powszechny jest brak wiedzy na temat tych, którzy o wolność walczyli - żołnierzy Armii Krajowej (AK), Narodowych Sił Zbrojnych (NSZ) i Narodowego Zjednoczenia Wojskowego (NZW). Dość powszechny jest również brak wiedzy o ogromie ofiar poniesionych w prowadzonej przez nich walce. Ludzie mieszkający dziś w podlaskich wsiach i miasteczkach często niewiele wiedzą na temat mieszkańców tej ziemi, którzy kilkadziesiąt lat temu narażali swe życie służąc Ojczyźnie. Młodzież z reguły nie jest w stanie wymienić nie tylko tych, którzy w jej miasteczku, gminie czy powiecie tworzyli struktury Polskiego Państwa Podziemnego, ale nawet komendantów głównych Armii Krajowej, będącej Wojskiem Polskim w konspiracji. Tak, jak by nie mieli własnych korzeni, własnej historii, jakby przyszli znikąd i szli do nikąd. Zdarza się też, że niektórzy dają wiarę oszczerczej propagandzie na temat niepodległościowego podziemia, uprawianej przez kilkadziesiąt lat przez komunistów.
   Dlatego też trzeba choć w paru słowach przypomnieć, kim byli ludzie, których pomnik stanął przed kościołem w Mielniku i jaką drogę przeszli oni na szlaku walki o wolność, której kres znaleźli w 1952 roku w sokólskim lesie.
   Ziemia Podlaska doznała w latach drugiej wojny światowej dwóch okupacji - sowieckiej i niemieckiej. W 1939 r. przedzielona została biegnącą wzdłuż Bugu „linią Mołotowa" - granicą przyjaźni pomiędzy Związkiem Sowieckim i III Rzeszą Niemiecką, która miała ustalać „na wieki" nowy porządek świata, rządzonego przez dwa nieludzkie i bezbożne systemy totalitarne. Konflikt pomiędzy dotychczasowymi sojusznikami w czerwcu 1941 r. sprawił, iż całe Podlasie znalazło się pod okupacją hitlerowską.
   Konspiracyjna walka przeciwko obu okupantom podjęta została już jesienią 1939 r., zaraz po wygaśnięciu walk wrześniowych. Po obu stronach Bugu powstawała terenowa organizacja ZWZ-AK wchłaniająca lokalne inicjatywy niepodległościowe. Dziś, w pracach naukowych omawiających dzieje konspiracji niepodległościowej, podaje się zazwyczaj, że do jakiegoś powiatu czy gminy przybył oddelegowany przez wyższe dowództwo oficer i zorganizował tam placówkę lub obwód ZWZ-AK. Na ogół jednak, gdy taki emisariusz przybywał by tworzyć konspirację, spotykał teren już częściowo zorganizowany. Pierwsze inicjatywy niepodległościowe podejmowali bowiem zawsze mieszkańcy danego terenu - nauczyciele, urzędnicy, światlejsi rolnicy, oficerowie i podoficerowie rezerwy, cieszący się wśród ludności autorytetem i zaufaniem. Bez ich zaangażowania i bez wpływu na miejscową ludność, nikt nie byłby w stanie zorganizować poważnej akcji konspiracyjnej. Jednym z takich pierwszych konspiratorów na białostockim brzegu Bugu był podchorąży 9 pułku strzelców konnych Kazimierz Kamieński „Gryf", „Huzar", syn wójta wsi Markowo Wólka (gm. Piekuty), który wróciwszy do domu prosto z pola ostatniej bitwy września 1939 r. pod Kockiem - już w listopadzie tegoż roku natychmiast zaczął tworzyć konspirację. Podobnym organizatorem pierwszych komórek konspiracyjnych, tyle że na warszawsko-lubelskim brzegu Bugu, był plutonowy rezerwy WP, mieszkaniec nadbużańskiej wsi Mężenin - Władysław Łukasiuk „Młot" (już w lutym 1940 r. złożył przysięgę w ZWZ-AK). Bez ludzi takich jak oni, będących solą tej ziemi, ludzi cieszących się zaufaniem otoczenia i społecznym autortytetem, żadna konspiracja tworzona z zewnątrz nie mogłaby po prostu powstać.
   Tereny leżące na północnym brzegu Bugu należały organizacyjnie do Okręgu ZWZ-AK Białystok, zaś położone na brzegu południowym do Okręgu AK Lublin i Podokręgu AK Warszawa - „Wschód" należącego do Warszawskiego Obszaru tejże organizacji. W każdym z powiatów na terenach nadbużańskich w końcowym okresie okupacji należało do AK od dwóch do czterech tysięcy ludzi. W okresie czerwiec - lipiec 1944 r. zmobilizowane oddziały konspiracyjne AK, odtwarzające regularne jednostki Wojska Polskiego, przystąpiły do akcji „Burza", atakując wycofujące się pod naporem Armii Sowieckiej wojska niemieckie. W wielu miejscach na Podlasiu doszło wówczas do zaciętych walk z Niemcami, a liczne miejscowości, nawet miasta powiatowe, zostały wyzwolone przez oddziały AK lub przy ich udziale. Oddziały Kedywu AK uratowały od zniszczeń Siedlce, zaś oddziały partyzanckie wkraczały do Węgrowa, Białej Podlaskiej, Radzymina i wielu innych miejscowości.
   Oddziały AK walczące z Niemcami i ujawniające się wobec sowieckich władz wojskowych były rozbrajane, a ich żołnierze wywożeni do obozów koncentracyjnych w głębi Związku Sowieckiego. Taki los spotkał kadrę Obwodu AK Bielsk Podlaski, która ujawniła się przed Sowietami (na szczęście większość szeregowych żołnierzy z tego terenu zdążyła po rozbrojeniu rozejść się do domów). Na akowców i ludzi związanych z polską działalnością niepodległościową rozpoczęły się formalne polowania, prowadzone przez NKWD, sowiecki kontrwywiad wojskowy „Smiersz" i rodzimych zdrajców spod znaku UB i PPR. Z Białegostku wywieziono do Rosji kilka tysięcy akowców, z przejściowego obozu na stadionie w Sokołowie Podlaskim - dalsze dwa i pół tysiąca osób. Przedstawicieli kadry dowódczej poddawano częstokroć eksterminacji fizycznej. W taki właśnie sposób zginął komendant Obwodu Sokołów Podlaski major Jerzy Sasin „Rosa", skazany na karę śmierci przez sowiecki sąd wojskowy i niezwłocznie rozstrzelany, oraz kilku oficerów z tegoż obwodu - zamordowanych na mocy wyroków „polskich" sądów wojskowych.
   Dla ludzi, którzy przez pięć lat walczyli z Niemcami w szeregach AK i NSZ stało się jasne, że koniec okupacji niemieckiej nie przyniósł upragnionej wolności, lecz oparty na sowieckich bagnetach reżim komunistyczny. Choć AK została rozwiązana, wielu z nich uznając, że Polska znalazła się pod nową okupacją, zdecydowało się na kontynuowanie podziemnej walki o niepodległość w szeregach organizacji „poakowskich".

Kazimierz Krajewski, Tomasz Łabuszewski