Wydarzenie podczas jarmarku św. Wojciecha w Ciechanowcu a.d. 1677.
Dodane przez cc_admin dnia Grudzień 12 2016 07:09:49
   Przeglądając XVII-wieczne księgi grodzkie brańskie, trafiłem na bardzo interesującą relację, niestety tylko fragmentarycznie spisaną po polsku, z mocnym akcentem ciechanowieckim.
   Otóż podczas jarmarku św. Wojciecha w Ciechanowcu, w żydowskiej karczmie, doszło do zabójstwa pewnego szlachcica - niejakiego Piotra Piętki s. Macieja, pochodzącego ze wsi Piętki Gręzki. Podejrzanych o ten czyn było czterech: Sebastian Wyszyński po Andrzeju z Wyszonk oraz jego trzej synowie: Ludwik, Bartłomiej i Wojciech.
Treść rozszerzona
   Przeglądając XVII-wieczne księgi grodzkie brańskie, trafiłem na bardzo interesującą relację, niestety tylko fragmentarycznie spisaną po polsku, z mocnym akcentem ciechanowieckim.

   Otóż podczas jarmarku św. Wojciecha w Ciechanowcu, w żydowskiej karczmie, doszło do zabójstwa pewnego szlachcica - niejakiego Piotra Piętki s. Macieja, pochodzącego ze wsi Piętki Gręzki.
Podejrzanych o ten czyn było czterech: Sebastian Wyszyński po Andrzeju z Wyszonk oraz jego trzej synowie: Ludwik, Bartłomiej i Wojciech. Ci ostatni trzej złożyli przed sądem w Brańsku zeznania, które spisano po polsku. Przytaczam po kolei, zaczynając od Ludwika:

   „Stało się to we wtorek, w dzień św. Wojciecha, dziś tydzień, w Ciechanowcu podczas jarmarku. Nie wiem, co za słowa sobie rodzic z nieboszczykiem Piętką mówili, czy nieboszczyk, czyli też rodzicowi memu nieboszczyk Piętka okazyą dali, bom natenczas odszedł był i powracając obaczyłem rodzica swego przez próg z sieni na rynek pchniętego, leżącego od tego nieboszczyka Piętki, a nieboszczyk z rohatyną w sieni stojał. Zaraz w tym razie imć pan Andrzej Wyszeński Jałbrzyk przybył z gromadą, tak że nie wiem, kto nieboszczyka zabił sztychem przez okno (???) - ale nie ja i gotowem się wywieść inquizytią [inkwizycją, czyli śledztwem], i nie znałem go przedtem, tylko co w sieni natenczas widziałem go. A mnie też wzięto i do imć pana Wyszeńskiego zawieziono".

   Następnie swoją relację złożył kolejny z braci, Bartłomiej:

   „W Ciechanowcu podczas jarmarku rodzic z nieboszczykiem Piętką i inszemi w sieni, pijąc, siedzieli, a ja w izbie siedziałem z panami Niemyjskimi i Kocami. Potem w sieni nie wiem jako się zwadka stała, ale nieboszczyk Piętka rodzica mego za drzwi wypchnął, nawet i nogi we drzwiach przymknął leżącemu, a to się działo u Żyda Jozwa [ew. Jozefa] w karczmie, w dzień św. Wojciecha przeszłego. Po tym nieboszczyk rohatyną na dwór sztychem bił, ze dworu zaś albo z rynku w tym tumulcie nie wiem kto sztychem przebił, ale pan ojciec zaraz odjechał i tego pana Piotra Piętkę rannego przywiezionego kto w tem tumulcie posiekł - nie wiem”.

   Ostatni z braci, Wojciech, powiedział:

   „Nie byłem przy tem, ale w izbie z panami Kocami i Niemyjskimi siedzieliśmy z bratem Bartłomiejem. A nieboszczyk z rodzicem naszym w sieni, w tejże gospodzie pili, tak że nie wiem, o co się zwadka stała i hałas, i nie wiem, kto w tym tumulcie nieboszczyka zabił. Gotowiśmy się wszyscy inquizytią wywieść”.

   Na braci Wyszyńskich, a głównie na Ludwika, kłopoty zaczęły spadać wręcz lawinowo. Podczas gdy Ludwik Wyszyński został pochwycony w Ciechanowcu w sprawie zabójstwa Piętki, jego sługa, Jan Dereszkiewicz, złożył obciążające swego pana zeznania w sprawie tajemniczego zaginięcia Zofii Ołdakowskiej, wdowy po niejakim Górskim. Historia ta jest na tyle barwna, że konieczne jest przytoczenie jej słowami samego Dereszkiewicza:

   "Jestem ja z Litwy zachoży [przybysz, wędrowiec, osiedleniec] już czwarty rok u pana Ludwika Wyszeńskiego. I gdy przeszłego roku pan mój spisywał rejestr [podatku] pogłównego, nieboszczka jako uboga prosiła, aby jej nie wpisał. Gdy ją napisał, rzekła: "bodaj żeś ty dobytek swój z obory wywlókł" i tym czasem po tym panu wół zdechł. On ją przede wroty spotkawszy, żerdkę z płotu ułamawszy, w głowę za ucho uderzył i zaraz umarła. Braci jego przy tym nie było i ja nie byłem. Po tym w godzinę przyszedłem i zastałem nieboszczkę w sieni, którą on sam do sieni wewlókł, a sam przed sienią z rusznicą stał i kazał mi koniecznie ją pochować - "że jeśli ją nie chcesz chować i tobie tak będzie", i tak ja z panem włożywszy na dwie koła zawieźliśmy do błota i wrzucili w wodę. Teraz zaś na wiosnę, jak pan jeździł stawić raki, ciało nieboszczykowskie spłynęło. Sam że pan z wody wyniósł, a mnie kazał dół w ziemi wykopać, abym je zakopał - i zakopałem. Na błocie już nie było wody. Po tym jak pana wzięto w Ciechanowcu i do pana Wyszeńskiego zaprowadzono, pan Chorążyc [może przydomek rzeczonego Wyszeńskiego, do którego wzięto Ludwika? Dziś nieistniejąca wieś: Wyszonki-Chorążyce Podleśne.] przyjechawszy mnie wziął i przymusił, abym powiedział o tym ciele i musiałem rad nierad doprowadzić. I tak odkopawszy ciało, mnie wzięli i tu z ciałem przyprowadzili”.

Opracował - Marcin Radziszewski

Sprawa Wyszyńskich:
(Klikaj w obrazki, by powiększyć).




Sprawa Ołdakowskiej:
(Klikaj w obrazki, by powiększyć).